Olejowanie to jeden z najstarszych i najskuteczniejszych rytuałów pielęgnacyjnych. Jednak wiele osób po pierwszej próbie zniechęca się, widząc obciążone, strączkujące się pasma lub wręcz przeciwnie – nieokiełznany, suchy „puch”. Przyczyną takich niepowodzeń rzadko jest sama technika, a najczęściej nieodpowiednio dobrany produkt. Sukces tego zabiegu zależy od dopasowania wielkości cząsteczek oleju do fizycznej budowy Twojego włosa.
Czym właściwie jest porowatość?
Zewnętrzna warstwa włosa (łodyga) składa się z mikroskopijnych łusek keratynowych, które układają się kaskadowo, przypominając dachówki na dachu. Kąt, pod jakim te łuski odstają od rdzenia włosa, determinuje jego porowatość. To właśnie te mikroskopijne „szczeliny” są drogą, przez którą wnikają substancje odżywcze, i przez którą niestety ucieka cenne nawilżenie.
Trzy stopnie porowatości a wielkość cząsteczek
Złota zasada jest bardzo logiczna: wielkość cząsteczek aplikowanego oleju musi pasować do stopnia rozchylenia łusek. Duża cząsteczka nie wniknie w szczelnie zamknięty włos (zostawi jedynie ciężki, tłusty film), a zbyt mała cząsteczka „ucieknie” z włosa wysokoporowatego, powodując jego mocne napuszenie.
| Porowatość | Charakterystyka włosa | Profil kwasów tłuszczowych | Polecane oleje |
| Niskoporowate | Gładkie, sypkie, oporne na stylizację, bardzo długo schną. Łuski ściśle przylegają. | Kwasy nasycone (bardzo małe cząsteczki) | Kokosowy, babassu, masło shea, masło kakaowe. |
| Średnioporowate | Podatne na układanie, mają tendencję do puszenia w wilgoci. Łuski lekko odchylone. | Jednonienasycone (z grupy Omega-7, Omega-9) | Migdałowy, arganowy, makadamia, oliwa z oliwek. |
| Wysokoporowate | Zniszczone, matowe, często rozjaśniane, silnie się puszą i plączą. Łuski mocno odchylone. | Wielonienasycone (z grupy Omega-3, Omega-6) | Lniany, z wiesiołka, z pestek winogron, konopny. |
Aby ułatwić Ci nawigację po świecie naturalnych tłuszczów i sprawdzić dokładne parametry konkretnych surowców, przygotowałem dedykowane narzędzie: Kluczowy wniosek: Olej kokosowy, tak często i chętnie polecany w internecie, posiada najmniejsze cząsteczki spośród niemal wszystkich olejów. Nałożony na włosy rozjaśniane i zniszczone (wysokoporowate) najprawdopodobniej zamieni je w sztywną, matową „szopę”.

Złote zasady skutecznej aplikacji
Kiedy masz już w ręku odpowiednią buteleczkę, pora na właściwą technikę. Błędy popełniane na tym etapie potrafią całkowicie zniweczyć korzyści z zabiegu.
-
Omijaj test ze szklanką wody: Popularny w sieci test polegający na wrzuceniu włosa do szklanki i obserwacji, czy zatonie, jest niemal całkowicie niemiarodajny. Wynik fałszuje napięcie powierzchniowe wody oraz resztki silikonów kosmetycznych. Skup się wyłącznie na obserwacji tego, jak długo Twoje włosy schną po myciu i jak reagują na deszczową pogodę.
-
Stosuj podkład nawilżający (humektantowy): Nakładanie oleju na całkowicie suche włosy może paradoksalnie doprowadzić do ich przesuszenia. Oleje są emolientami – nie nawilżają same z siebie, lecz tworzą twardą barierę okluzyjną, która zatrzymuje wodę wewnątrz. Nałóż na pasma żel aloesowy, wodę różaną lub rozwodniony kwas hialuronowy, a dopiero na tak przygotowany wilgotny „podkład” zaaplikuj swój olej.
-
Zmywaj metodą emulgacji: Zwykły szampon bardzo słabo radzi sobie ze zmyciem tłustej powłoki, a kilkukrotne mycie głowy uszkodzi pasma. Najskuteczniejszą i najłagodniejszą metodą jest emulgacja. Około 15 minut przed pójściem pod prysznic nałóż na naolejowane włosy dużą dozę najtańszej odżywki bez silikonów. Odżywka połączy się z olejem, tworząc kremową emulsję, która następnie błyskawicznie spłucze się z pomocą ciepłej wody.


